Subscribe to RSS Feed

Rachunek dla Bimbających.

sobota, 11 września 2010 by Outside the Box

Wstałem dziś o siódmej rano. Pospałbym do ósmej, ale - jak zwykle w dzień powszedni - pociecha sąsiada obok... oraz tego z drugiej strony... no i w sumie mieszkających ponad mną również, zdecydował(y) głośnym tupaniem, krzykami i rzucaniem przedmiotów o swoją podłogę (a mój sufit) obswieścić światu swoje rozpoczęcie dnia. 

Zaparzyłem sobie kawy i uchyliłem balkon z zamiarem skosztowania porannego powietrza - jeśli już przymusowo wstałem wcześniej, to chociaż skorzystam... Nic z tego - dziecko z góry przeniosło się właśnie na balkon, odczyniając swój taniec tuż nad moją głową. Poza tym mój balkon znowu kleił się od jakiegoś soku... Chyba komuś powyżej coś się wylało....


Po doprowadzeniu się do porządku zdecydowałem wyjść na pocztę zapłacić Rachunek Bimbających... Wyszedłem na korytarz, a po chwili musiałem wykonać mały slalom pomiędzy wózkami dziecięcymi, znosząc wymowne milczące spojrzenie Szczęśliwych Rodziców - moich sąsiadów...

W drodze na pocztę zorientowałem się, że jeszcze niczego nie jadłem... Postanowiłem zatrzymać się po drodze w jednej przydrożnej baro-restauracji i zjeść coś na szybko... Wszedłem do środka i zauważyłem, że Strefa Wolna od Bimbających wypełniona jest po ostatni stolik szczęśliwymi, rozgadanymi mamusiami z wózkami i ich śliniącymi się pociechami... Normalne miejsce, stanowiące równo jeden stolik, szczęśliwie dla mnie było wolne... Ruszyłem w jego kierunku, ponownie wyginając się niczym wąż pomiędzy wózkami dziecięcymi, ponownie znosząc wszystko mówiące spojrzenia Szczęśliwych Rodziców...

Usiadłem i zamówiłem pierś z kurczaka w bułce u kelnerki patrzącej się na mnie niczym na gatunek wymarły. Konsumując, czułem się jak wystawa w muzeum minionych czasów. Brakowało mi tylko widoku stryczka dyndającego pod sufitem...

Po zjedzeniu i zapłaceniu rachunku z ledwością dopchałem się do wyjścia - zacząłem żałować, że nie zamówiłem sobie tej Atrapy dla Bimbających na eBayu... Być może nie byłbym tym samym skazany na świecenie niczym pracownik Czernobyla wśród tych wszystkich nieskazitelnych ludzi.

Dojechałem na pocztę i stanąłem w kolejce... 

- Zobacz - usłyszałem za swoimi plecami szepczący, damski głos - kolejny Bimbający... Widzisz, synku - tak właśnie będziesz wyglądał uciekając od swego obywatelskiego obowiązku wobec wszystkich ludzi.

Nie musiałem odwracać się do tyłu, by wiedzieć, że rozmowa była o mnie. Rachunek w moim ręku mówił wszystko...

Dopchałem się do okienka i spojrzałem w oczy uśmiechniętej pani w różowej bluzce. 

- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - zaszczebiotała. Bez słów podałem jej rachunek, a jej mina zrzedła prawie natychmiastowo. Wzięła go ode mnie niechlujnym ruchem ręki, nie zdejmując ze mnie tego potępiającego wzroku. 

- Tak... Nie chce się spełniać obywatelskiego obowiązku to trzeba płacić. Nie może być tak, że w społeczeństwie nagradza się bimbających i myślących tylko o swej wygodzie, apartamentach, samochodach i wczasach.

I w tym momencie się obudziłem... Spojrzałem na zegarek... Siódma rano. Powód wcześniejszej niż zwykle pobudki? Hałasy piętro wyżej - dziecko rozwalające samochodzik o swoją podłogę, a mój sufit...


Zainspirowane ciekawym artykułem (http://www.pardon.pl/artykul/12437/nie_masz_dzieci_zaplacisz_panstwu_kare), opublikowanym ostatnio w serwisie Pardon.

Continue Reading
0 komentarze